Fokker D VII

Właściwie to wszystko czemu poświęciłem prawie trzy lata, to dzieło kolejnych przypadków niezaplanowanych przeze mnie. Sam główny bohater, nie był nigdy w moich planach. Któregoś dnia żona przydybała  mnie jak buszuję po stronie Wingnut Wings. Padło pytanie, czy planujesz zakup któregoś z tych ładnych modeli,  pokazałem ceny i odpowiedziałem raczej nie.  Wtedy zobaczyłem błysk w oku żonki, powiedziała wiesz co zawsze rodzina zastanawia się co tobie kupić na urodziny, to wybierz sobie jakiś model,   mój wybór padł na tego Fokkera. Po długiej podróży z Nowej Zelandii model dotarł do mnie.  Mojej radości nie było granic, zobaczyłem wspaniale wykonane detale, wspaniała instrukcja, prowadząca za rękę przy budowie tego modelu.

Prace przy nim zacząłem 22-09-2014. Oczywiście na początku nastąpiła wewnętrzna walka, w jakim malowaniu go zrobić?. Producent umożliwiał zrobienie jednej z pięciu wersji, od razu rzuciło mi się to malowanie ze smokiem. Tutaj nie uwzględniałem malowania któregoś z polskich Fokkerów, ale jest tu jeden prawie polski wątek, oryginał był wyprodukowany w zakładzie OAW Ostdeutsche Albatrost Werke w Schneidemühl, czyli …. w Pile.

Każda wzięta na warsztat część zachwycała swoją jakością, ale oczywiście nie obyło się bez zakupu, różnych dodatków. Już nie pamiętam, na których zawodach, chyba w Bytomiu zakupiłem na stoisku HGW blachy i pasy dedykowane do tego modelu. Oczywiście w moim ulubionym sklepie zakupiłem wspaniale zrobione przez Mastera lufy do LMG 08/15 Spandau. Naciągi z reguły robię sam, ale tutaj połasiłem się na  wyrób Gaspatch-a w skali 1:32, jak rozpakowałem pudełeczko z naciągami, to moim zdaniem okazało się, że są one ciut za duże i kupiłem to samo, ale w skali 1:48 i te już zaakceptowałem. Na zagranicznym forum dowiedziałem się, że firma AVIATTIC robi wspaniałe kalkomanie z lozengą, no to wkrótce znalazły się i one u mnie.

Zakupiłem też sprawcę kolejnych niezaplanowanych wydarzeń, czyli żywiczne dodatki Taurus Models do silnika Mercedes D.IIIa. to znaczy cały rozrząd, sprężyny zaworów pozwalały na pozycję zamkniętą i otwartą zaworów, był do tego odpowiedni schemat, co by się nie męczyć. Dokupiłem też tam świece, i dodałem od siebie rurki do okablowania świec. Gotowy silnik moim zdaniem prezentował się pięknie.

I tu nastąpiła kolejna nie zaplanowana przeze mnie sytuacja. Jak przytargałem ten silnik pod Koguta to szanowne grono kolegów po obejrzeniu zasugerowało, aby nie zasłaniać tego silnika, bo będzie widać tylko rozrząd. Ktoś podstępnie zasugerował, aby zrobić jakąś dioramę. Nigdy tego nie robiłem i tu nastąpiło kolejne niezaplanowane wydarzenie,
w Bytomiu po znajomości stałem się posiadaczem figurek niemieckich mechaników no i wtedy zapadła decyzja ROBIĘ DIORAMĘ.  Nie miałem jeszcze pomysłu jak toto będzie wyglądało. Robiłem to wszystko improwizując.

Postanowiłem, że samolot będzie stał na podstawkach, bo podwozie jest moim zdaniem za wiotkie, zacząłem się wyżywać w robieniu drewnianych podstawek z plastiku. Blat podstawki pod ogon ma nawet dziurę po sęku. Drabiny zabrałem z innego modelu, dorobiłem stół, drewniany dźwig i drewnianą skrzynkę na narzędzia. Do drabiny dorobiłem okucia, gdzie są naprawdę śruby z sześciokątnym łbem.

Potem przyszła kolej na figurki, było to dla mnie duże wyzwanie, bo nigdy tego nie robiłem. Tutaj podziękowanie dla kolegi Gajowego, który udzielił mi wskazówek jak toto malować i wytypował pędzelki do malowania figurek. Długo zastanawiałem się jak posadzić trawę, przypadkowe spotkanie (kolejny przypadek) kolegi Krzysztofa spowodowało to, że wypożyczył mi elektryczna sadzarkę do trawy. Mogłem zabrać się za robienie podstawki do dioramy. Potem już przyszła pora na końcowy montaż. Dzięki koledze Tomkowi mogłem dodać taką wisienkę na tym torcie, zrobił dla mnie foto-trawioną tabliczkę z nazwą modelu. Ponieważ całość rozmnażała się przez pączkowanie, to autor lekko przesadził z wymiarem całości i moja diorama nie mieściła się w gablocie, no to wykosztowałem się na osłonę z pleksi. Dioramę zakończyłem 28-06-2017.

Kosztowało mnie dużo pracy poznawania nowych technik modelarskich, ale warto było. Zdaję sobie, że nie jest to arcydzieło, ale ja jestem dumny z tego co zrobiłem. Może za parę lat, jak mój warsztat bardziej się rozwinie,  to ta duma zmaleje, ale na pewno nie do końca, było nie było jest to moje pierwsze dziecko dioramowe. Moja duma wzrosła, po tym jak w Łasku moje dzieło dostało wyróżnienie.

Tekst i zdjęcia: Adam Grzymski

 

Jedna myśl nt. „Fokker D VII

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*